Po paru
godzinach przeglądania map, gazet i wszelkiego typu informacji o mieście
zaczęło świtać. Siedzę przy oknie z mapą wskazującą różne stare i
nieuczęszczane przełęcze, na zewnątrz słońce powoli zmienia barwę z ciemno
pomarańczowej na żółtą. Pięknie.
Przenoszę wzrok na zegar zawieszony nad drzwiami, jest już szósta. Czas wychodzić.
Podchodzę do szafy zrobionej z matowego szkła. Zamykam oczy i jak najbardziej wyczulając wszystkie zmysły dotykam całą dłonią szkła. Biorę głęboki wdech i wydech. Drzwi ustępują. Otwieram i zaglądam do środka. Na półkach poukładane są wszelkiego rodzaju bronie, od sztyletów, przez włócznie i miecze po pistolety i gadżety wyższej technologii. Otwieram wszystkie schowki i kieszenie w moim czarnym płaszczu i upycham w jeden z otworów garść obezwładniaczy. Tak one na pewno się przydadzą. Biorę mały poręczny sztylet i chowam u boku, za płaszczem. Do innych kieszeni chowam małe czerwone kulki. Używam ich tylko w razie pościgu, choć zwykle próbuję zachować dyskrecję. Myślę, że jestem gotowa. Nakładam kaptur na głowę, a jego kraniec opada mi pomiędzy oczy.
Cały strój pokryty jest czarnym pancerzem, zbudowanym z nałożonych na siebie kawałków maseranu, rzadkiego metalu wydobywanego na Jotunheimie. Pod wpływem światła słonecznego wygląda jak zwykła tkanina. Idealnie dopasowuje się do otoczenia, dlatego też zapewnia neutralny wygląd w każdej sytuacji.
Przekręcam klamkę w drzwiach i wychodzę na zewnątrz. Nie wieje, krajobraz jest jakby cały w bezruchu. Wchodzę na ulicę i idę w stronę cienia po drugiej stronie. Rozglądam się na około, nie widać żywego ducha. Nachylam lekko głowę i ukrywam twarz w cieniu kaptura. Ruszam dalej przed siebie. Mijam kilka domów ze złotymi kolumnami. Przyglądam się im przez krótką chwilę. Są ogromne. "Przestań skupiać się na budynkach" karcę się w myślach. Mam zadanie do wykonania.
Dotarłam na przedkrólewie, dzielnice blisko zamku Odyna. Irytuje mnie sama myśl o tym, że zamieszkuję Asgard. Ludzie z całych sił nienawidzący olbrzymów mijają mnie każdego dnia, żyjąc w nieświadomości, iż ktoś z opuszczonym kapturem przechodząc koło nich, jak każdy przeciętny Asgrdczyk jest jednym z nich, jest olbrzymem. Heh..
W mieście robi się tłok, coraz trudniej jest pozostać w cieniu. Minęły już trzy godziny od świtu, o tej godzinie w mieście zaczyna się życie. Koło mnie przechodzi grupka dzieci niosących małe koszyki z warzywami. Śmieją się i gonią, więc matka skarca je, żeby nie wysypały jedzenia. Wszystkie przytaknęły i zwolniły tempa. Najmłodszy z nich chwycił mamę za rękę. Wspaniały widok, napełniający człowieka przeszywającym ciepłem.
Oddalam się o parę set metrów od głównej ulicy. Jestem już bliska celu. I faktycznie za chwile moim oczom ukazują się szczyty gór. Wchodzę na solidny, pozłacany most i szukam małej latającej łodzi. Rozglądam się po wodzie i praktycznie od razu zauważam zacumowaną na krańcu mostu łódkę. Zamykam oczy, a kiedy je otwieram jestem na miejscu. Wchodzę na nią i unoszę ponad wodę. Szybko nabieram tempa i lecę w kierunku gór. Uśmiech mimowolnie ciśnie się na moją twarz. Wyczuwam jak adrenalina rośnie mi w żyłach.
Góry są coraz bliżej, widzę jak ich obraz gwałtownie rośnie, coraz szybciej i szybciej. Są już praktycznie przede mną i... wpadam w szczelinę pomiędzy nimi, uderzam lecącą łódką o ściany góry. Obijam się, ale próbuję wyrównać tor lotu. Już po paru sekundach wylatuję po drugiej stronie.
Moim oczom ukazuje się przepiękny widok starych rozciągających się do samego horyzontu lasów. Tak, to jest Peaces - zwana matką ziemią wszystkich planet. Temperatura tutaj jest zawsze letnio-wiosenna, wręcz można by powiedzieć idealna.
Ląduję na niewielkim placu między drzewami. Przyglądam się roślinności wokół mnie, nasłuchuję wszystkich odgłosów. Słyszę szmer liści, o które ociera się wiatr, kroki zwierząt i odgłos spadających owoców. Odwracam się z uśmiechem.
- Witaj Xavier! -Mówię unosząc ręce.
- Kase (czyt. Kejs)!
Ściskam go na powitanie, chwytam go za oba ramiona i oddalam jego twarz na długość ramion. Uśmiecham się do niego łagodnie.
- Dobrze cię widzieć. –Puszczam jego ramiona.
- Ciebie również. Długo cię tu nie było.
Kiedy to mówi kręci lekko głową licząc czas od ostatniego spotkania. To prawda, dawno już nie odwiedzałam Peaces (czyt. Pisys). Ciężko wylecieć z Asgardu nie zwracając uwagi Heimdalla, strażnika Bifrostu. Widzi wszystko, dosłownie wszystko, każde ciało w galaktyce, aczkolwiek są jednak przejścia, które są dla niego niewidoczne, tylko nieliczne i bardzo trudne do przebycia. To właśnie ze względu na niego muszę się kryć pod kapturem w cieniach wysokich budynków Asgardu. Nigdy nie byłam i nie będę tam mile widziana.
- Co cię tu sprowadza? – Wyrwał mnie z zamyślenia.
Myślę czy powiedzieć mu od razu po, co go przyleciałam.. Po co mam mu to mówić? Nie chcę by pomyślał, że przyjechałam tu tylko po to. Po chwili milczenia, spojrzałam na niego i ciepło się do niego uśmiechnęłam.
- Chciałam cię odwiedzić, sprawdzić, co się dzieje na Peaces i innych planetach. –Głównie to drugie, na Asgardzie nie mam skąd czerpać informacji o innych planetach. Xsavier jest moim jedynym informatorem, ale też przyjacielem, kiedy byłam młoda znalazł mnie na Jotunheimie. Przygarnął na jakiś czas i zabrał na planetę, na którą jak sądził najbardziej pasowaliśmy, ja i mój brat - do Asgardu.
Mieszkałam tam wraz z moimi przybranymi rodzicami, dopóki mnie nie wygnali i nie wróciłam do Xaviera. Zawsze dokładnie przyglądałam się życiu mojego brata, był młody, kiedy odeszłam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam kim on jest, dopiero na wygnaniu poznałam prawdę.
- Co chcesz wiedzieć? –Spytał jakby czytał mi w myślach.
- Czy dzieje się coś ważnego w galaktyce?
Idziemy przez zielony las w praktycznie całkowitej ciszy.
- Wszędzie zapanował pokój, Thor zajął się naprawianiem błędów brata. –Przymrużył oczy i po chwili dodał –Przynajmniej tak było jeszcze niedawno. Słyszałem, że na Ziemi szykuje się jakaś wojna.
- Na Ziemi? Znów tam? Skąd wiesz? –Ziemia zawsze jest obiektem pożądania tych, którzy chcą władzy.
- Thor leciał ostatnio w jej kierunku. Widziałem portal z planety cienia, o ile się nie mylę chcieli opanować Ziemie, ale ktoś był na tam przed nimi.
- Kto? –Wie kto, widać to po jego złocistych oczach, zawsze kiedy coś ukrywa lśnią brązem, po czym powoli wraca ich naturalny kolor. Potrafi dostrzec wiele rzeczy, ma dar można powiedzieć podobny do Heimdalla.
Odwrócił się do mnie, dobrze wie o kim myślę i jakby na potwierdzenie moich słów odpowiedział.
- Loki.
Na mojej twarzy pojawia się uśmiech powodujący przymrużenie oczu. Zerkam na Xsaviera. Pokręcił krótko głową i z sykiem wypuścił powietrze z ust.
Nadszedł czas.

Przenoszę wzrok na zegar zawieszony nad drzwiami, jest już szósta. Czas wychodzić.
Podchodzę do szafy zrobionej z matowego szkła. Zamykam oczy i jak najbardziej wyczulając wszystkie zmysły dotykam całą dłonią szkła. Biorę głęboki wdech i wydech. Drzwi ustępują. Otwieram i zaglądam do środka. Na półkach poukładane są wszelkiego rodzaju bronie, od sztyletów, przez włócznie i miecze po pistolety i gadżety wyższej technologii. Otwieram wszystkie schowki i kieszenie w moim czarnym płaszczu i upycham w jeden z otworów garść obezwładniaczy. Tak one na pewno się przydadzą. Biorę mały poręczny sztylet i chowam u boku, za płaszczem. Do innych kieszeni chowam małe czerwone kulki. Używam ich tylko w razie pościgu, choć zwykle próbuję zachować dyskrecję. Myślę, że jestem gotowa. Nakładam kaptur na głowę, a jego kraniec opada mi pomiędzy oczy.
Cały strój pokryty jest czarnym pancerzem, zbudowanym z nałożonych na siebie kawałków maseranu, rzadkiego metalu wydobywanego na Jotunheimie. Pod wpływem światła słonecznego wygląda jak zwykła tkanina. Idealnie dopasowuje się do otoczenia, dlatego też zapewnia neutralny wygląd w każdej sytuacji.
Przekręcam klamkę w drzwiach i wychodzę na zewnątrz. Nie wieje, krajobraz jest jakby cały w bezruchu. Wchodzę na ulicę i idę w stronę cienia po drugiej stronie. Rozglądam się na około, nie widać żywego ducha. Nachylam lekko głowę i ukrywam twarz w cieniu kaptura. Ruszam dalej przed siebie. Mijam kilka domów ze złotymi kolumnami. Przyglądam się im przez krótką chwilę. Są ogromne. "Przestań skupiać się na budynkach" karcę się w myślach. Mam zadanie do wykonania.
Dotarłam na przedkrólewie, dzielnice blisko zamku Odyna. Irytuje mnie sama myśl o tym, że zamieszkuję Asgard. Ludzie z całych sił nienawidzący olbrzymów mijają mnie każdego dnia, żyjąc w nieświadomości, iż ktoś z opuszczonym kapturem przechodząc koło nich, jak każdy przeciętny Asgrdczyk jest jednym z nich, jest olbrzymem. Heh..
W mieście robi się tłok, coraz trudniej jest pozostać w cieniu. Minęły już trzy godziny od świtu, o tej godzinie w mieście zaczyna się życie. Koło mnie przechodzi grupka dzieci niosących małe koszyki z warzywami. Śmieją się i gonią, więc matka skarca je, żeby nie wysypały jedzenia. Wszystkie przytaknęły i zwolniły tempa. Najmłodszy z nich chwycił mamę za rękę. Wspaniały widok, napełniający człowieka przeszywającym ciepłem.
Oddalam się o parę set metrów od głównej ulicy. Jestem już bliska celu. I faktycznie za chwile moim oczom ukazują się szczyty gór. Wchodzę na solidny, pozłacany most i szukam małej latającej łodzi. Rozglądam się po wodzie i praktycznie od razu zauważam zacumowaną na krańcu mostu łódkę. Zamykam oczy, a kiedy je otwieram jestem na miejscu. Wchodzę na nią i unoszę ponad wodę. Szybko nabieram tempa i lecę w kierunku gór. Uśmiech mimowolnie ciśnie się na moją twarz. Wyczuwam jak adrenalina rośnie mi w żyłach.
Góry są coraz bliżej, widzę jak ich obraz gwałtownie rośnie, coraz szybciej i szybciej. Są już praktycznie przede mną i... wpadam w szczelinę pomiędzy nimi, uderzam lecącą łódką o ściany góry. Obijam się, ale próbuję wyrównać tor lotu. Już po paru sekundach wylatuję po drugiej stronie.
Moim oczom ukazuje się przepiękny widok starych rozciągających się do samego horyzontu lasów. Tak, to jest Peaces - zwana matką ziemią wszystkich planet. Temperatura tutaj jest zawsze letnio-wiosenna, wręcz można by powiedzieć idealna.
Ląduję na niewielkim placu między drzewami. Przyglądam się roślinności wokół mnie, nasłuchuję wszystkich odgłosów. Słyszę szmer liści, o które ociera się wiatr, kroki zwierząt i odgłos spadających owoców. Odwracam się z uśmiechem.
- Witaj Xavier! -Mówię unosząc ręce.
- Kase (czyt. Kejs)!
Ściskam go na powitanie, chwytam go za oba ramiona i oddalam jego twarz na długość ramion. Uśmiecham się do niego łagodnie.
- Dobrze cię widzieć. –Puszczam jego ramiona.
- Ciebie również. Długo cię tu nie było.
Kiedy to mówi kręci lekko głową licząc czas od ostatniego spotkania. To prawda, dawno już nie odwiedzałam Peaces (czyt. Pisys). Ciężko wylecieć z Asgardu nie zwracając uwagi Heimdalla, strażnika Bifrostu. Widzi wszystko, dosłownie wszystko, każde ciało w galaktyce, aczkolwiek są jednak przejścia, które są dla niego niewidoczne, tylko nieliczne i bardzo trudne do przebycia. To właśnie ze względu na niego muszę się kryć pod kapturem w cieniach wysokich budynków Asgardu. Nigdy nie byłam i nie będę tam mile widziana.
- Co cię tu sprowadza? – Wyrwał mnie z zamyślenia.
Myślę czy powiedzieć mu od razu po, co go przyleciałam.. Po co mam mu to mówić? Nie chcę by pomyślał, że przyjechałam tu tylko po to. Po chwili milczenia, spojrzałam na niego i ciepło się do niego uśmiechnęłam.
- Chciałam cię odwiedzić, sprawdzić, co się dzieje na Peaces i innych planetach. –Głównie to drugie, na Asgardzie nie mam skąd czerpać informacji o innych planetach. Xsavier jest moim jedynym informatorem, ale też przyjacielem, kiedy byłam młoda znalazł mnie na Jotunheimie. Przygarnął na jakiś czas i zabrał na planetę, na którą jak sądził najbardziej pasowaliśmy, ja i mój brat - do Asgardu.
Mieszkałam tam wraz z moimi przybranymi rodzicami, dopóki mnie nie wygnali i nie wróciłam do Xaviera. Zawsze dokładnie przyglądałam się życiu mojego brata, był młody, kiedy odeszłam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam kim on jest, dopiero na wygnaniu poznałam prawdę.
- Co chcesz wiedzieć? –Spytał jakby czytał mi w myślach.
- Czy dzieje się coś ważnego w galaktyce?
Idziemy przez zielony las w praktycznie całkowitej ciszy.
- Wszędzie zapanował pokój, Thor zajął się naprawianiem błędów brata. –Przymrużył oczy i po chwili dodał –Przynajmniej tak było jeszcze niedawno. Słyszałem, że na Ziemi szykuje się jakaś wojna.
- Na Ziemi? Znów tam? Skąd wiesz? –Ziemia zawsze jest obiektem pożądania tych, którzy chcą władzy.
- Thor leciał ostatnio w jej kierunku. Widziałem portal z planety cienia, o ile się nie mylę chcieli opanować Ziemie, ale ktoś był na tam przed nimi.
- Kto? –Wie kto, widać to po jego złocistych oczach, zawsze kiedy coś ukrywa lśnią brązem, po czym powoli wraca ich naturalny kolor. Potrafi dostrzec wiele rzeczy, ma dar można powiedzieć podobny do Heimdalla.
Odwrócił się do mnie, dobrze wie o kim myślę i jakby na potwierdzenie moich słów odpowiedział.
- Loki.
Na mojej twarzy pojawia się uśmiech powodujący przymrużenie oczu. Zerkam na Xsaviera. Pokręcił krótko głową i z sykiem wypuścił powietrze z ust.
Nadszedł czas.

Świetne!:)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba :) Przepraszam za czas, ale mam teraz trochę roboty i nie miałam czasu tu zajrzeć. Jest świetne, aż szkoda, że tak krótkie.
OdpowiedzUsuńWeny
@NataliaTrzcianka
Dziękuję bardzo. Szczerze mówiąc to chciałam zrobić dłuższe, ale nie wiedziałam czy komuś będzie chciało się tak długo czytać. Może następnym razem to zmienie. c:
OdpowiedzUsuńDobry wieczorek po raz drugi ^^
OdpowiedzUsuńTak nawiasem pisząc, ja wolę krótkie rozdziały, bo łatwiej mi się czyta (mnie nie rozkminisz), ale długie też mogą być.
Tutaj błędów jest trochę więcej, a czasy wciąż są obecne. I takie małe pytanko - Xavier czy Xsavier? Ja tam osobiście jestem za pierwszą opcją, ale nieważne.
Akcja się rozkręca. Chcę więcej (i idę czytać więcej :D)
Olga Z.