sobota, 22 listopada 2014

Rozdział I - SEN


Kroczyłam wśród lodowych pustyń Jotuheimu. Wszędzie widać było wyłącznie granatowo-czarne góry i ziemie pokryte grubą warstwą śniegu, który wciąż prószył z zawsze szarego nieba.
Szłam jakby bez powodu, nie wiedziałam jaki mam cel, a jednak coś mówiło mi, że muszę iść dalej. Chciałam się zatrzymać, ale nagle zauważyłam jakiegoś małego chłopca. Miał wyraziście czarne włosy do ramion, duże oczy, które cały czas uważnie się we mnie wpatrywały, odniosłam wrażenie, że wręcz mnie przenikały.  Zauważyłam coś jeszcze - był mały, za mały jak na olbrzyma, a jednak jego skóra była niebieska, a oczy czerwone. Wyglądał dosłownie, jak ja. Czyżby został wygnany? Bardzo powoli zaczęłam się do niego zbliżać. Wiatr smagał moją twarz, niczym lodowy bicz, ale to nie miało wpływu na moją skórę tak bardzo przystosowaną do ostrych zimowych klimatów planety, na której żyję. Kiedy znalazłam się już dość blisko chłopca dostrzegłam, że płacze, łzy spływały powoli po jego delikatnych policzkach. Olbrzymy, jak sama nazwa wskazuje nie są najmniejsze, natomiast ja i.. najwidoczniej ten chłopiec, narodziliśmy się inni, można by rzec,, wybrakowani. Oboje byliśmy mniejsi i co najważniejsze potrafiliśmy okazywać uczucia. Dlatego bez wahania klęknęłam koło chłopca i otarłam mu łzy z policzka jednym ruchem dłoni. Uśmiechnęłam się i jąkając się delikatnie zapytałam:
- Co się stało? Co tu robisz?
On tylko na mnie patrzył, w jego oczach wciąż błyszczały łzy. Okazał się młodszy niż myślałam, mógł mieć rok według naszego czasu. Nie miałam nawet pewności czy potrafi mówić.
Wokół nas panowała niczym nie zmożona cisza, a w mojej głowie rozpoczęła się bitwa z myślami. Nie mogę go tutaj zostawić, pomyślałam, ale już za chwilę w moją stronę zostały skierowane setki kontratakujących argumentów. Zaczęłam się rozglądać, pustkowia nie było końca, a Oni mogli pojawić się w każdej chwili.. Pokaż im, że nie będziesz taka, jaką chcą abyś się stała, rozkazałam sobie, tym samym odrzucając wszystkie logiczne rozwiązania.
- Wszystko będzie dobrze. - wzięłam chłopca na ręce i dalej zwróciłam się w stronę gór na przeciwko.
Mały objął mnie swoimi małymi rączkami i z wdzięcznością położył głowę przy szyi. Obdarzył mnie zaufaniem, którego ja na pewno nie zmarnuję... Odpowiedzialność za jego życie wypełniła moje ciało energią. Mijały godziny marszu, byłam już zmęczona, nogi odmawiały mi powoli posłuszeństwa, a chłopiec zaczął mi ciążyć. Muszę się zatrzymać, powiedziałam sobie. Rozejrzałam się za odpowiednim miejsca na nocleg. Jakieś 100 metrów przede mną znajdowała się szczelina między górska. Niebo robiło się ciemniejsze z każda kolejna sekundą marszu, postanowiłam przyśpieszyć kroku zanim zrobi się niebezpiecznie. Podrzuciłam chłopca i maszeruję dalej. Wbyjałam nogę jedną za drugą w gęstą warstwę śniegu. Już po chwili wpadłam w monotonię, jedna noga, druga noga i biel śniegu rażąca moje oczy. Nagle coś świsnęło tuż koło mojego ucha i wbiła się w śnieg po mojej lewej stronie. Szybko odwróciłam się, a to co zobaczyłam było spełnieniem moich najgorszych scenariuszy... Trzech ogromnych łuczników pędziło ku nam konno. Poczułam jak puls mi przyspieszył, od razu zaczęłam biec, pędziłam coraz szybciej i szybciej, moje 50 metrów przewagi zniknie lada moment. Następna strzała popędziła w naszym kierunku, na szczęście zdołałam uskoczyć w prawo. Chłopiec znów zaczął płakać, przycisnęłam jego główkę dłonią, ale to nic nie dało. W tej samej chwili moją łydkę przeszła fala bólu nie do zniesienia, nie mogłam nic zrobić,  upadłam twarzą w śnieg. Jednak nawet to nie odwróciło mojej uwagi od chłopca, upadł tuż obok mnie. Natychmiast się do niego doczołguję i otulam ciałem, jak tarczą. Łucznicy byli już koło nas.
- Puszczaj go! Puszczaj go wygnańcu! - krzyczał do mnie jeden z łuczników.
- Oddaj go albo przypłacisz to życiem!
Już wiedziałam kim są, to poszukiwacze Jotunheimu. Wysłał ich król, ale po co? Czego chcą od takiego małego chłopca?
- Zostawcie go w spokoju! - odpowiadałam, nie zważając na to, że ryzykuję utratę życia.
- Na polecenie króla mamy go odnaleźć i zabić, a wraz z nim każdego tego, który będzie chciał nam przeszkodzić. Odsuń się i pozwól nam Cię nie zabijać, albo zostań i zgiń!
Dał mi wybór.. Ha! Co za dobroduszność.. szkoda tylko, że nie można im wierzyć. Zimni, jak lód i bezwzględni, nie są zdolni do okazania łaski, tak jak król - tak jak mój ojciec.
Następna strzała wbiła się w ziemie koło mnie. Ostrzeżenie. Jeden z łuczników zszedł z konia, podszedł do mnie, a jego cień przysłonił światło. Jego ogromna dłoń owinęła się wokół mojej szyi i podniosła wysoko w górę nad jego głowę. Druga natomiast przeobraża się w coś na kształt kolczastej lodowej maczugi. Pierwsze uderzenie w brzuch rozcięło skórę, na ziemię popłynęła krew. Ból przeszył  moje ciało, niczym tysiące noży. Muszę się bronić, pomyślałam rozpaczliwie.. moja ręka powędrowała w stronę paska, gdzie schowane były lodowe ostrza, bez chwili wahania wyrzuciłam w je w jego stronę. Zachwiał się zaskoczony, a jego palce poluzowały się, tlen ponownie zagościł w moich płucach. Spadłam bezwładnie z wysokości 6 metrów na ziemie. Półprzytomna, ledwo mogłam oddychać. Przed oczami znikąd pojawiły się mosiężne nogi jednego z olbrzymów. Ponownie znalazłam się w powietrzu, kątem oka dostrzegłam, jak drugi z nich podnosi dziecko. Nie, to jedno słowo uformowało się w mojej głowie i całkowicie przejęło nade mną kontrolę.
- Będziesz patrzeć na jego śmierć, wyrzutku. - mówi ten, który mnie unosi.
Poczucie bezradności wypełniło moje ciało, a zaraz za nim.. wściekłość, tak ogromna, że czuję jak płonę. W moich żyłach pojawił się ogień, krzyk rozdarł moje gardło, a z rąk tli się ciemno zielone światło. Patrzyłam na to, ale nad tym nie panowałam. Wszystko to stało się tak szybko; energia wybuchło w moim wnętrzu, światło oślepiło olbrzyma trzymającego chłopca, drugi z nich krzyczał. Czułam jak wypalam mu skórę, tkanka po tkance przedzierałam się przez jego ciało. Okrzyk bólu przeciął powietrze. Znowu leciałam, ale tym razem mnie upadłam na nogi, a chłopiec już był w moich ramionach. Strażnicy wciąż jeszcze żyli, uśmiechnęłam się szyderczo, wypełniona niegasnącą wściekłością. Przykucnęłam koło poszukiwacza i powoli jeździłam mu palcem po twarzy, napawając się uczuciem wypalania skóry. Moje oczy jaśniały biało-zielonym światłem. Miałam już dość tych zabaw, uderzyłam olbrzyma w miejsce serca i słucham jego krzyków, kiedy jego wnętrze znikało w moim uścisku - olbrzym umierał.
Zbliżam się do drugiego.
- Powiedz mojemu ojcu, że przekazuję serdeczne pozdrowienia z wygnania. - powiedziałam unosząc jego ogromne cielsko jedną ręką i rzucając w stronę konia.
Odjechał nie oglądając się w tył. Światło w moich oczach gasło, ręce zaczęły marznąć, skóra przybierała normalny kolor, a ja w środku płonę. Leżałam w śniegu i czułam, że umieram, kiedy znikąd pojawił się chłopiec i wpatrywał się we mnie swoimi zimno zielonymi oczami, położył mi rękę na głowie, a ja poczułam, że odpływam.

Obudziłam się cała spocona i lodowata za razem. Od razu usiadłam i zaczęłam szybko oddychać. Znów ten sam sen. Sen, a właściwie wspomnienie.. koszmar nocny. Poszłam do toalety i opłukałam twarz zimną wodą. Spoglądałam w lustro z jeszcze nie wytartą twarzą ociekającą wodą. Serce waliło mi, jak młotem.. Patrzyłam i próbowałam uspokoić oddech, ale.. nagle w odbiciu moich oczu błysnął przeszywający czerwony kolor. Zerwałam się na równe nogi i natychmiast odskoczyłam od lustra. Przywarłam do ściany, wzięłam głęboki wdech i wytarłam twarz.
Wróciłam do pokoju, na dworze było jeszcze ciemno. Rozejrzałam się po domu. Wszędzie był porządek, tylko łóżko miało pomiętą kołdrę i zrzuconą poduszkę. Przeszłam koło małej świeczki na biurku i podniosłam leżącą poduszkę. Poprawiłam łóżko i zaczęłam się ubierać.






5 komentarzy:

  1. Chyba nie muszę mówić, że jest świetnie? Czekam na rozwinięcie :)

    PS. Mogę prosić o odblokowanie anonimowych komentarzy?

    @NataliaTrzcianka

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały czas myślałam, że to się dzieje naprawdę, ale to rozwinięcie z lustrem bardzo mi się podobało. Nie wiem dlaczego, ale zawsze zwracam uwagę na takie niby nieznaczne wydarzenia (?). Nie umiem też pisać komentarzy, pewnie zauważyłaś, że już ten nie ma większego sensu. Podoba mi się, pisz dalej, nie czytałam jeszcze o Lokim :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nie muszę Ci mówić, że to jest genialne ? Bardzo podoba mi się rozwinięcie tekstu, nie doszukałam się żadnych błędów i bardzo podoba mi się to, że jest coś o Loki'm :3 W sumie nie lubię czytać blogów, ale do tego pewnie wrócę, bo dziewczyno wciągnęłaś mnie :) Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam C:

    OdpowiedzUsuń
  4. Loki nie jest pewna ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej :))
    Komentarz krótki, zostawiam siły na kolejne. Powiem tak: zaciekawiłaś mnie. Wyłapałam kilka błędów, które są do wytrzymania (pani od j. polskiego dostaje zawału) i jeden wielki nie do przeżycia - czasy. Raz piszesz w teraźniejszym, raz w przeszłym. Bardzo ładnie proszę, wybierz jeden.

    Napisałam, że czekam na kolejny rozdział, ale on już jest... Z drugiej strony, czekam aż go przeczytam. No to do następnego :*

    Olga Z.

    OdpowiedzUsuń