środa, 4 lutego 2015

Rozdział VIII - Loki

Nie zamykaj oczu! - warczę, kiedy klękam tuż przy Kase. - Nie zamykaj oczu, słyszysz!? - jej powieki mimochodem opadają w dół.- Kase! - wrzeszczę - Proszę..
Ale ona już tylko leży nieruchomo pod ścianą, gdzie upadła. Nadal klęczę, ale dochodzi do mnie zdrowy rozsadek: muszę ją stąd zabrać, więc podnoszę ją i niosę do góry. Kładę ją na pościel łóżka w sypialni. Niech śpi, jutro na pewno się jej poprawi. Odwracam się i chcę wyjść, ale staję na progu, spoglądam na nią i czuję, że coś we mnie sprzeciwi się temu, co robię; zbliżam się do niej, podnoszę koc z podłogi koło łóżka i dokładnie ją przykrywam. Kiedy kończę nie patrząc  na nią wychodzę z pokoju.
Schodzę po schodach, siadam na kanapie w salonie i ukrywam twarz w dłoniach.
W mojej głowie rozgrywa się właśnie prawdziwa walka z myślami.
Co ona zrobiła? Dlaczego to zrobiła? Skąd tyle wie? Kim ona do cholery jest!?
Wiele pytań, a odpowiedzi, jak nie było, tak nie ma.
"Co ona zrobiła?" powtarzam w myślach.
A więc.. - to słowo ledwo przechodzi mi przez myśl -  uratowała.. mnie przed więzieniem. Ukryła przed Asgardem. Chciałem ją zabić, a ona mimo to, kiedy miała sposobność zabić mnie nie zrobiła tego.
W głowie krążą mi jej ostatnie słowa: "Wybacz mi". To mnie przerasta, napawa niepewnością, a za razem nienawiścią do Kase.
Zaczynam nerwowo krążyć po pokoju. Chciałem ją zniszczyć, a ona błaga mnie o wybaczenie, za to, że próbowała się bronić.
 I co? Mam się teraz nad nią litować? To wykluczone. Ona również próbowała mnie zabić, co dowodzi tylko tego, że nie można jej ufać.
A jednak wciąż żyję, choć równie dobrze mógłbym teraz leżeć martwy.
Te przemyślenia prowadzą do nikąd.
No dobrze, ale... dlaczego? Dlaczego mnie nie zabiła? A dlaczego ja chciałem to zrobić?
Wykpiła mnie, wiedziała o nikomu nie znanych rzeczach. Thor. To wzmianka o nim wyprowadziła mnie z równowagi.
"Morderca".. Miała rację. Kim innym jestem..? Czym jestem? Mordowałem ludzi dla przyjemności, dla zabawy i władzy.
"Wart mniej niż jeden człowiek na Ziemi". Tak.
Jestem potworem. A jakże. Jak może być inaczej, ból innych jest mi zupełnie obojętny, a wszystko czego chcę, to nieograniczona władza. Gdyby Kase jakkolwiek mi zagrażała nawet bym się nie zawahał jej zabić.
Wzbiera we mnie wstręt do samego siebie, kiedy myślę, że Kase ryzykowałam życiem walcząc z Thorem.
Ale są jeszcze inne pytania, na które muszę sobie odpowiedzieć.
Skąd tyle wie? Miała pełną świadomość celu moich decyzji. Do głowy nie przychodzi mi żadne logiczne rozwiązanie.
Nagle uderza mnie najważniejsze pytanie. Kim jest? Jest obdarzona - natychmiast odpowiadam sobie w myślach. Jej wybuch energii był niekątrolowany, a zatem nie osiągnęła pełni mocy.
U mnie było to możliwe tylko dzięki matce. Pomogła mi okiełznać ogień towarzyszący używaniu energii. Ja sam nie miałem w sobie na tyle silnej siły woli, żeby to kontrolować. Kase musi jej mieć więcej niż ja skoro jest na i tak dobrym poziomie opanowania mocy. Zastanawia mnie czy poradziła sobie z tym sama czy też ktoś jej pomógł.
Przywołuję całe zajście i przypominam sobie o oparzeniu na nadgarstku. Całość pokrywają ciemnoczerwone plamy i  małe, przezroczyste bąble, jednak nie czuję bólu. Zastanawiające.
Oparzenie jest przeszywająco zimne.
Jak mogła mnie poparzyć i zostawić po sobie lodowatą ranę? A jeśli się mylę? Na dobrą sprawę może mieć inną moc. Wcale nie musi być obdarzoną. Ta sprawa jeszcze bardziej mnie nurtuje.
Nie mam najmniejszego pojęcia kim jest Kase.
Wracam na kanapę i postanawiam dowiedzieć się więcej jutro od Kase.

Mija minuta za minutą, godzina za godziną, a ona wciąż się nie przebudza. Leży nieruchomo odkąd ją tu zostawiłem.
 Wygląda zupełnie inaczej; wszystkie rysy twarzy ma teraz całkowicie wygładzone, zwykle ciemne, zimne oczy wyglądają na delikatne i bezbronne. Pozory jej spokoju znikają w jednej chwili pod wpływem spuchniętej szyi, na której widać pełno fioletowo-czerwonych śladów moich dłoni. Odwracam od niej wzrok w stronę okna.
Zadziwia mnie jak na pozór wroga i tajemnicza osoba może w jednej chwili stać się kimś zupełnie innym. W lesie na Ziemii była twarda, doskonale wiedziała po, co przyleciała i, co zrobi później. Nie dopuściła do siebie nawet myśli, że za nią nie pójdę. A zarazem wzbudziła moja ciekawość. Na Peaces utrzymywała swoją stanowczość, ale przy Xsavierze była otwarta na każdą jego sugestie, nie obstawiała przy swoim. Stwierdzam, że Xsavier musi być kimś ważnym dla Kase.
Zawsze zachowuje pomiędzy nami dystans. Kiedy jednak prosiła żebym jej wybaczył zmieniła się nie do poznania. Miała błagalne spojrzenie pełne bólu. Bała się.
W momencie, w którym odzyskała część świadomości w jednej sekundzie odrzuciła się w przeciwną stronę ode mnie, uderzając z całej siły w ścianę. Dobrze wiedziała, że nie chce mi zrobić krzywdy. Wystraszyła się. Wszystko to sprawia, że nie mogę jej rozgryźć.
Intrygują mnie jej jakże różne postawy.
Mógłbym już dawno odejść, ale wiem, że musiała mieć cel w tym wszystkim. I wkrótce dowiem się jaki.
Kątem oka dostrzegam ruch, więc szybko odwracam głowę. Kase dotyka wierzchem dłoni czoło, ale cały czas ma zamknięte oczy. Kiedy uświadamia sobie, gdzie jest - dotykając pościeli i łóżka - zaczyna marszczyć czoło, a zaraz po tym w mgnieniu oka gwałtownie się prostuje i otwiera szeroko oczy.
- Witaj ponownie Kase. - mówię, siedząc twarzą do okna.
Nie odpowiada, wodzi tylko wzrokiem po całym pokoju, aż w końcu zaczyna odczuwać ból w okolicach szyi. Dotyka każdego miejsca w okolicach gardła, raz po raz krzywiąc się z bólu. Na końcu po dokładnych oględzinach obtarć i sińców chyba poskładała wszystko do kupy i przypomniała sobie wydarzenia z wczoraj, bo cała krew odpływa jej z twarzy i patrzy tylko na ścianę po przeciwnej stronie.
Nie odzywa się słowem, dlatego ja decyduję przerwać ciszę.
- Wiedz, że niesamowicie ubolewam, że nie podzieliłaś się ze mną twoimi umiejętnościami.. Darami.. - zauważam.
Na dźwięk ostatniego słowa powoli odwraca głowę w moim kierunku i spina usta.
Najwyraźniej nie chce o tym rozmawiać.
- Czego się boisz, Kase? - pytam drwiąco unosząc brwi.
- Prawie mnie zabiłeś. - mówi ochrypłym, głuchym głosem, jakby tylko potwierdzała, wydarzenia.
Mimo to odpowiadam.
- Ty mnie też, więc myślę, że nie mamy wobec siebie żalu, prawda?
W zamyśleniu potwierdzająco kiwa głową, choć wątpię, że to była odpowiedź. Raczej tylko potwierdzała coś w myślach.
Wszystko wskazuje na to, że jest jak na razie zbyt otempiała na rozmowę. Musi jeszcze trochę odpocząć, a potem dowiem się więcej.
Podnoszę się z krzesła i kieruję się w stronę drzwi.
- Leż i nigdzie się nie ruszaj. - rozkazuję krótko.
To stwierdzenie musiało ją bardziej uderzyć niż, moje wcześniejsze pytania, bo natychmiast się zrywa i siada na skraju łóżka.
- Nic mi nie jest. - mówi wstając.
Robi chwiejnie parę kroków, szuka płaszcza. I tak jak przewidziałem po chwili traci równowagę i opiera się o ramę łóżka.
Wybucham śmiechem, ale mimo to podchodzę do niej i  kieruję za ramię z powrotem do łóżka, cały czas się śmiejąc.
- Kase, Kase, Kase. Po prostu mnie posłuchaj i się nie ruszaj. - mówię powoli i specjalnie akcentuję każde słowo, jakbym tłumaczył coś dziecku. - Nie wiem idź spać albo coś.
- Przestań. - warczy w moją stronę. Wyszarpuje ramię z mojego uścisku i opada na łóżko.
Wyszczerzam zęby i po chwili wychodzę z pokoju.
Nie myślałem, że Kase potrafi być zabawna, cóż widocznie się myliłem. A więc poznałem kolejną z twarzy tej dziewczyny.

Po paru godzinach bezczynności i gotowania w kuchni idę dać jedzenie Kase. Aż mnie mdli na myśl, że muszę dla niej cokolwiek robić.. Wręcz usługiwać.
W lodówce było sporo jedzenia, głównie warzywa i owoce, ale było też parę "sosów czekoladowych", cokolwiek to jest i jakiś dziwnych przypraw. Nie miałem okazji bywać w kuchni Asgardu zbyt często. Zawsze miałem jedzenie podane na wielkich stołach w jadalni.
Zdałem się więc po prostu na instynkt. Wyszła z tego dziwnie brązowa papka, choć w smaku nie jest taka zła.
Mimo wszystko rezultaty są irytujące.
Otwieram drzwi do pokoju, gdzie leży Kase. Zaraz na wejściu rzuca mi gniewne spojrzenie.
- Już nie patrz tak na mnie. - mówię rozdrażniony. - Masz.
Podaję Kase małą miskę z przecierem. Patrzy chwile na jedzenie, a po tam na mnie i zaczyna się śmiać. Ciemne oczy natychmiast się jej rozjaśniają, cała promienieje zupełnie, jak wtedy, kiedy spała. Zadziwiony taką zmianą sam wybucham śmiechem.
- Nawet nie wiesz, jak ciężko było mi zrobić coś zjadliwego. - zauważam.
- Nie jestem pewna czy w ogóle TO jest zjadliwe. - mówi dalej się śmiejąc. - Loki wybacz, ale ja gotuję coś lepszego później.
Wiem, że jeszcze coś mówi, ale w głowie dudnią mi tylko wczorajsze słowa Kase "Loki wybacz mi". Wybaczyć jej, to, że broniła się przed śmiercią z moich rąk. Znów te same pytania, w kółko się powtarzają, zupełnie wyrywają mnie z rzeczywistości. Muszę znaleźć odpowiedzi. A Kase mi je da.
Loki? - wyrywa mnie z zamysłu głos obok.
Teraz dochodzi do mnie, że jej śmiech umilkł, a ja podobnie jak Kase wcześniej tempo wpatruję się w okno.
- Możesz wstać? - pytam wracając do rzeczywistości.
Na potwierdzenie wstaje i wychodzi z pokoju. Wróciła już do swojej prawdziwej twarzy; jak zawsze poważnej i ciemnej, ale też kpiącej i tajemniczej. Nie da się z niej dosłownie nic wyczytać.
Wydycham ciężko powietrze z ust i idę zrezygnowanh za Kase na dół. Zastaje ją w kuchni. Ma w rękach nóż, którym sika właśnie marchew.
W końcu jemy porządny posiłek, to jakaś zupa, Kase powiedziała, że to "rosół" czy coś takiego. Jest smaczna, choć dość słona w smaku.
Po wyjściu z pokoju luźna atmosfera między mną a Kase od razu zniknęła, a w jej miejsce powrócił wcześniejszy dystans.
- Chciałam powiedzieć ci o mocy w inny sposób. - nieoczekiwanie zaczyna Kase. Myślałem, że będę musiał włożyć wiele starań w to żeby zaczęła mówić, a tymczasem ona sama o tym wspomniała.
- Pocieszające. - stwierdzam. Przynajmniej wiem, że Kase chciała udzielić mi części informacji, a nie tylko izolować je ode mnie. Ale na dobrą sprawę nie miała zupełnie żadnych powodów się nimi dzielić. W takim razie już niedługo miałem dowiedzieć się więcej. - Opowiedz mi.
Krzywi się, ale zaraz przybiera spokojny wyraz twarzy.
- Mam taką samą moc, jak twoja. Ale ja w przeciwieństwie do ciebie czasami nad nią nie panuję. -
Potwierdza się moje założenie, ale co z chłodem w ręce?
- Dlaczego rana po twoim oparzeniu jest zima? - pytam bez zastanowienia.
Robi zdezorientowaną minę.
- Zimna? Pokaż. - wyciąga rękę I oczekuję aż podam jej swoją.
Podciągam rękaw na wysokość łokcia i odsłaniam już tylko czerwone oparzenie. Chwyta mnie za nadgarstek i dokładnie ogląda.
Wyciąga drugą rękę i zbliża palce do zaczerwienienia, kiedy tylko jej skóra styka się z raną błyskawicznie cofa dłoń. Zanim zdążę zorientować się co się właściwie stało Kase wstaje i chowa rękę pod płaszczem.
Miejsce zetknięcia jest o wiele zimniejsze niż wcześniej.
- Nie mogę Ci pomóc. - informuje szybko Kase.
Odwraca się i odchodzi.
Szansa uzyskania odpowiedzi właśnie przeszła mi koło nosa.
Taki idiotyczny,  nieprzemyślane błąd - irytuje się. Teraz dochodzi jeszcze jedno pytanie, co się stało dosłownie przed sekundą?
Chwytam pusty talerz po rosole i ciskam nią w ścianę salonu, aby dać upust złości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz