sobota, 21 lutego 2015

Rozdział IX - Jotunheim

- Zimna? Pokaż. - wyczekująco unoszę dłoń.
Loki podciąga rękaw, spod, którego wychodzi już prawie niewidoczne oparzenie.
Przyglądam się ranie przez jakiś czas, obracam rękę Lokiego we wszystkie strony, ale nie znajduję żadnej przyczyny chłodu rany. Nadszedł czas, kiedy muszę zbadać skalę zimna. Z jakiegoś powodu nie chcę nawet musnąć oparzenia, dlatego kiedy wyciągam dłoń z wahaniem opada wolno w dół. W końcu dzielą mnie od skóry Lokiego tylko milimetry i wtedy postanawiam opuścić rękę. Moje palce ledwo dotykają rany, ale to wystarcza. Wszystkie nerwy w mojej dłoni jakby rozcinają mi tkanki od wewnątrz. Jak armia igieł chcą wydostać się na zewnątrz. W jednej sekundzie chowam rękę i zrywam się na równe nogi.
Zadziałałam na tyle szybko, że na szczęście Loki nawet nie zdążył pojąć sytuacji.
Szybko w miarę moich możliwości staram się przybrać kamienną twarz, jednak mój głos mówi zupełnie, coś innego niż pokazuje ciało.
- Przykro mi, ale nie mogę Ci pomóc. - Nie czekając na odpowiedź odwracam się i idę w kierunku łazięki u góry.
Igły nie przestają napierać na skórę od wewnątrz , dopóki nie dostaną się na zewnątrz. Dopiero wówczas dziurawienie mojego ciała ustaje.
Walę w drzwi ciałem, ustępują i z hukiem uderzają o ścianę. Dokładnie zamykam je za sobą i dopiero wtedy wyjmuję rękę spod płaszcza.
Od palcy po łokieć zmieniła barwę na ciemno niebieski , a dalej od tego rozgałęziają się wszędzie cały czas rosnące granatowe żyłki. Chłód boleśnie rozchodzi się po całym ramieniu dochodząc aż do prawej części twarzy.
Przerażona oglądam drżącą dłoń. Nie wierzę w, to co widzę. To nie mogło się stać. Jak? Jest gorzej niż myślałam. Nie miałam pojęcia, że istnieją takie następstwa po wybuchu mocy. Cała drżę, nawet nie myślę o tym żeby poruszyć się z własnej woli.
Fala bólu w okolicach serca mnie paraliżuje, wszystkie mięśnie to się napinają, to rozluźniają. Podnoszę głowę, mój wzrok napotyka inne spojrzenie w lustrze. Stoi tam kobieta, przez jej twarz z prawej strony przechodzą nieregularne krystalicznie niebieskie żyły, natomiast ramię już całkowicie zakryła nowa barwa.
Wpatruję się w nią z niemym krzykiem na twarzy, cofam się, ale na swojej drodze napotykm ścianę. Spuszczam wzrok na rękę żeby sprawdzić rzeczywistość odbicia w lustrze, ale prawda tylko pogarsza sprawę. Chwytam się za pierś, bezradnie próbując zatrzymać igły przebijające powierzchnię serca. Gwałtownie połykam powietrze. Rzucam ostatnie spojrzenie na odbicie w poszukiwaniu pomocy. Przez oczy postaci w lustrze przetoczyły się przebłyski dwóch nienaturalnie jaskrawych kolorów, dosłownie jakby toczyły ze sobą walkę. Zieleń nieustannie błyska nie chcąc ustąpić czerwieni. Ostatecznie zieleń gaśnie, a tęczówki, już nie tylko postaci w lustrze, ale i moje wypełnia nieposkromiona, krwista czerwień. Nie ma w tych oczach miejsca na żal, smutek czy współczucie - jest w nich wyłącznie gniew, nienawiść i bezlitosność.
Kłucie w sercu ustało i nastąpił kolejny etap zmiany mojego ciała.
- Nie, nie, nie. - powtarzam coraz bardziej kuląc się z bólu, najpierw przy ścianie, później klęcząc, a teraz już wijąc się na podłodze.
Próbuję wydostać się spod terroru igieł, wydobyć choć iskrę energii żeby roztopić wypełniający mnie lód. Zaciskam dłonie w pięści, a wszystkie resztki świadomości staram się skupić tylko na mocy. Serce zaczyna wystukiwać powolny rytm pompując gorącą krew ponownie do ciała. Wszystko trwa bardzo długo, ale już wkrótce mogę podnieść się z podłogi w toalecie i wycofać do sypialni. Skóra zbledła do poziomu znośnie sinego, natomiast oczy przybrały już swój naturalnie ostry zielony kolor.
Biorę parę głębokich wdechów, żeby opanować coraz większą histerię. Teraz brak kontroli, to najgorsze, co może mnie spotkać. Opanowanie przychodzi w miarę, jak zimno odchodzi, a  energia gaśnie.
Chwytam za klamkę i biorąc ostatni wdech, wychodzę na korytarz. Pierwsze, co widzę, kiedy staję na korytarzu, to piorunujące spojrzenie Lokiego.
- Siedziałaś tam trzy godziny. - powiedział spokojnym głosem, co całkowicie przeczyło jego spiętej twarzy. - Co się wtedy stało? - spytał z takim upórem, że wszystkie włosy na ciele stanęły mi dęba.
- Zupełnie nic. - nie da się kłamać w takiej sytuacji.
Wytrąciłam go tym bezsensownym kłamstwem z już i tak nadszarpniętej równowagi. Zawładnęło mną bolesne przeczucie, że tym razem na pewno pożegnam się z życiem. Nie daruje mi po raz drugi.
Tak, japrzewidziałam, Loki w ułamku sekundy bierze zamach i szarpie mnie za ubranie. Jestem tak osłabiona, że nie mam siły nawet się bronić, więc tylko uchylam głowę i unoszę ręce.
- Zostaw mnie! - krzyczę rozpaczliwie, a w tym samym momencie ramiona Lokiego całkowicie nieruchomieją.
Puszcza mnie, stoi z rozłożonymi rękoma, jest całkowicie oszołomiony. Chwilę później odwraca się w stronę schodów i schodzi na dół, zostawiając mnie samą.
Panika teraz już całkowicie mnie wypełnia. Szybko łapię powietrze do płuc, ale to nic nie daje. Zanim zdążę się opanować po moich policzkach spływają gorące łzy. Zaciskam zęby tak mocno, że aż boli aby powstrzymać następną falę łez. Ocieram twarz wierzchem dłoni, wściekła na siebie, że pozwoliłam sobie na taki wybuch emocji. Wstaję i odpycham od siebie scenę sprzed kilku minut.
Schodzę na dół po schodach, każdy krok stawiam z ogromną starannością, tak cicho, jak tylko potrafię. Rozglądam się po korytarzu i salonie, na które pada poświata książca wpadająca przez okno. Przy wejściu do salonu widzę Lokiego na parapecie okna. Wpatruje się w przestrzeń za szybą.
Każdy element mojego ciała przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Znam to uczucie, zakorzeniło się gdzieś głęboko we mnie, ale odwiedza mnie tak rzadko, że właściwie go nie pamiętam. Przynosi ze sobą ten dziwny dreszcz. Strach. Tak to się nazywa. Strach rośnie w miarę, jak zbliżam się do niego, aż w końcu nie mogę iść dalej.
- Kim ja jestem? - spytał mnie cichym, ochrypłym głosem.
Byłam pewna, że nie ma pojęcia o mojej obecności. Strach daje mi o sobie znać ostrym ukłuciem w brzuch. Z tego wszystkiego nie jestem pewna, co właściwie powiedział.
- Słucham? - głos drży mi, jak nigdy dotąd podobnie, jak ręce.
-Kim ja jestem, Kase?! - Jego rozdrażniony głos przenika mnie aż do szpiku kości, a oczy rozszerzają mi się do granic możliwości. - Nie wiem, co się ze mną dzieje. - dodał łamiącym się głosem.
To nie jest już Loki, który jeszcze przed chwilą mógł zrobić mi krzywdę. Teraz on czuje to samo, co ja. Może ja nie mam kontroli nad mocą, ale on nie panuje nad samym sobą. Nie potrafi zatrzymać wybuchu złości, od razu pojawia się w nim żądza wyładowania się na cudzym ciele. Mimo, że obserwowałam go przez tyle lat nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Kiedy tracę nad sobą kontrolę.. - zamilkł na chwilę. - Ja.. Ja wtedy.. chcę twojej śmierci.
Cisza wypełnia pokój po brzegi, niemal czuję jak porusza się między nami. Przełykam głośno ślinę i staram się utrzymać miarowy oddech i stłumić lęk.
"Wiedziałam, że tak będzie." odpowiadam w myślach Lokiemu, ale z moich ust nie wydobywa się żaden dźwięk.
- I wiesz, co? - zaśmiał się ironicznie, lecz zaraz spoważniał. - Ja już nie wiem, kim jestem. - dodał zrezygnowany wręcz bezradnym głosem.

Wczoraj zapowiedziałam Lokiemu, że musimy odwiedzić pewne miejsce. To ryzykowne, on potrafi całkowicie ukryć portal, ja natomiast tylko na jakiś czas. Jednak nie mogę zdradzić mu gdzie lecimy, nie mam wyjścia.
Po tym co powiedział mi Loki jestem całkowicie pewna, że właśnie nadszedł czas żeby odpowiedzieć choć na cześć nurtujących go pytań.
- Loki! Jesteś gotowy? - spytałam, stojąc na trawniku przed domem.
Loki powoli schodzi po stopniach z ganku.
- Oczywiście.. - odpowiedział, uśmiechając się półgębkiem.
Prycham kpiąco rozbawiona wyrazem jego twarzy.
Emocje między nami opadły po wczorajszej rozmowie, a wraz z nimi przestrzeń, dotychczas wypełniona zimnem i obojętnością.
Nigdy nie spodziewałabym się, że usłyszę coś tak szczerego z ust Lokiego. Pokazał mi siebie z jego perspektywy. Sam. Sam się otworzył. Tak i to mnie właśnie martwi, jestem pewna, że coś musiało za tym stać. Na pewno wiedział, że wyciągnie z tego jakieś korzyści. Inteligentne i.. przebiegłe - gratuluję mu w myśli.
Wyjmuję rękę i spoglądam na Lokiego. Odpowiada mi przeciągłym spojrzeniem, jakby chciał wyczytać z moich oczu dokąd nas przeniosę. Najwidoczniej nie uzyskał oczekiwanych rezultatów, bo wzdycha tylko i ciężko przykłada swoją dłoń.
Podróż portalem nie trwa długo, już po paru minutach nasze stopy lądują na ziemi pokrytej delikatnym puchem śniegu.
Przed nami wszędzie widać ruiny zimnego, kamiennego miasta. Cisza wypełnia to miejsce.
Zimny wiatr smaga moją twarz, powietrze jest tu przeraźliwie mroźne, jak zresztą cała ta planeta.
Loki wpatruje się w miasto szeroko otwartymi oczami. Otwiera usta, chce coś powiedzieć, ale słowa najwyraźniej więzną mu w gardle.
- Znasz to miejsce, prawda?
- Jotunheim. - odpowiedział bez wahania. - Dlaczego mnie tu zabrałaś?
"Nadszedł czas", myślę. Tyle lat na to czekałam, a mimo to serce coraz bardziej przyspiesza w mojej klatce piersiowej. 
- Kto był twoim prawdziwym ojcem, Loki? - pytam wręcz wzywająco.
Teraz już jego twarz przedstawia tylko coraz większe przerażenie. 
- Skąd.. Skąd ty..?
- Kto nim był Loki?! - echo odbija mój głos, w taki sposób, że brzmi on jeszcze potężnej.
- Laufey, król Lodowych Olbrzymów. Król Jotunheimu. - Odpowiedział stanowczym głosem. 
- Odyn powiedział Ci, że znalazł cię po walce i przygarnął. - uśmiecham się ironicznie.
- Tak. - przyznał i odwrócił wzrok z powrotem na ruiny.
- Kłamał. Nigdy nie oszczędził by olbrzyma. - biorę głęboki wdech. - Laufey miał dwoje dzieci. Mniejsze od pozostałych. Kiedy narodziło się pierwsze oczekiwano, że zmieni się, gdy zacznie rosnąć. Jednak nie pojawiły się żadne zmiany, więc je wyganano. Zaledwie parę lat później narodziło się drugie dziecko równie małe. Nie czekano, wygnali je gdy tylko nauczyło się chodzić.. -  Loki patrzy na mnie wyczekująco, nie chce abym przerwała. - Rodzeństwo odnalazło się na śnieżnym pustkowiu, trzymało się razem wtedy znalazł ich mieszkaniec innej planety, dzieci nie wyglądały na Olbrzymów, więc zabrał je z pustkowia. Po czasie odesłał je tam, gdzie wydawałoby się pasowały najbardziej, do Asgardu. Tym człowiekiem był Xsavier.
Król przyjął nas osobiście, nie jestem pewna dlaczego. W końcu jednak dowiedział się, że dzieci naprawdę pochodzą z Jotunheimu, mimo to pozwolił im zostać. Dopóki dopóty starsze z rodzeństwa nie zaczęło sprawiać kłopotów. Nie pasowało do społeczności, było już zbyt dojrzałe żeby się dostosować, a w dodatku władało mocą nadaną przez starożytnego boga kłamstw, winy i grzechu - Pana Ciemności. Dziecko zostało ponownie skazane na wygnanie. - głos zaczął mi się łamać, ale muszę skończyć to, co zaczęłam. - Jestem twoją siostrą, Loki. (I'm your sister, Loki) - skończyłam niemal szeptem.
Nawet nie zauważyłam, kiedy obróciłam się do niego plecami. Najwidoczniej w pewnym momencie nie mogłam znieść jego pełnego niedowierzania i buzujących emocji spojrzenia.
Czuję, jak na moim barku zaciskają się palce, odwracam lekko głowę w jego stronę. Widzę go przez pełne łez, zamglone oczy. Nie ma w jego spojrzeniu gniewu, jest przepełnione tylko jednym uczuciem - troską.
Loki obraca mnie w jego stronę i kładzie mi obie dłonie na barkach. Pochłania mnie wzrokiem, przeszukuje każdy element mojej twarzy, a na końcu przyciąga mnie do siebie i okrywa ramionami.
Wypełnia mnie od środka takie ciepło, takie szczęście. Minęły lata odkąd ostatnio mogłam przytulić się do brata. Łzy bezwiednie opadają po moich policzkach.
Wtulam się w jego klatkę piersiową, jakby to było jedyne, co trzyma mnie przy życiu.
Góruje nade mną wzrostem, sięgam mu zaledwie do brody, mimo iż to ja przewyższam go wiekiem.
Puszczam go, ale moje dłonie chcą z powrotem czuć jego, tak długo oczekiwane, ciepło. Wracam wzrokiem na twarz Lokiego, na której teraz widnieje śnieżnobiały uśmiech. Obydwoje zaczynamy się śmiać, tak głośno i długo jak tylko możemy.
Nareszcie go odzyskałam.

2 komentarze:

  1. Wreszcie nadrobiłam zaległości. To chyba moje pierwsze fan fiction, które naprawdę czytam, rozdział po rozdziale :)
    Podoba mi się "wchodzenie" w umysł Loki'ego, to że próbujesz pokazać jego prawdziwa naturę. Na pewno dalej będe tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że to doceniłaś, bardzo ciężko jest utrzymać jego prawdziwą naturę, a jeszcze trudniej ją opisać, dlatego to co powiedziałaś jest dla mnie bardzo ważne. Dziękuję i zapraszam do dalszej lektury. :)

    OdpowiedzUsuń