Otwieram oczy i powoli siadam na skraju łóżka. Całą noc przespałam spokojnie. Przecieram dłońmi oczy i spoglądam za okno przy łóżku. Żywo zielone drzewa delikatnie drgają poruszane przez wiatr, słońce powoli wznosi się ku górze. Jest już koło południa.
Dziś będę ryzykować wszystko; całą moją anonimowość, wszystkie moje starania o zniknięcie z galaktyki, będę ryzykować stratę tego, co dotychczas udało mi się zdobyć, ryzykować nawet to czy kiedykolwiek jeszcze tu wrócę. Nie chcę odchodzić od okna i zostawiać za sobą ten spokojny krajobraz, ale muszę. Nie mogę dalej tu stać i myśleć o tym, że to wszystko zaryzykuję, bo będę zmuszona zrezygnować z tego, co tak długo planowałam.
Odwracam się i zaciskam zęby. Jestem cała spięta, ale pewna swego. Ubieram się w długie, przyległe do ciała spodnie i koszulkę z maseranu. Maseran będzie chronić mnie przed wszelkimi uderzeniami i postrzałami, jest odporny na wszystko z wyjątkiem mocy bogów, na którą dzisiaj będę narażona.
Biorę płaszcz pod ramię i zostawiam za sobą pokój. Szybko schodzę po schodach i idę w stronę kuchni. Xsavier siedzi w salonie z jakąś grubą na kolanach, patrzy na nią i charakterystycznie marszczy brwi, tak, że jego oczy robią się jeszcze mniejsze niż zazwyczaj, a kolor nagle ciemnieje ze złocistego na lśniący brąz. Nie wiem, co dokładnie chcę mu powiedzieć, ale muszę go przeprosić. Nienawidzę tego, nienawidzę się przed kimś uniżać, żałować tego co zrobiłam, to irytujące. Jednak Xsavier zasługuje na to, nawet jeśli mi się to nie podoba. Odwracam wzrok, na stole jest już śniadanie. Jeden pusty talerz - dla mnie - i różnorodne potrawy; większość jest zielona, jak wszystko na Peaces, reszta to mięso, jedyne jedzenie w innym kolorze. W pomieszczeniu unosi się przyjemny, ciepły zapach mięsa połączonego ze świeżymi warzywami. Podchodzę do stołu i odsuwam stare, drewniane krzesło, które głośno szura. Mrużę oczy i robię krzywą minę, kiedy ciągnę krzesło dalej.
Xsavier odwrócił wzrok od książki, usłyszał szuranie.
- Dzień dobry. - mówi zawadiacko się uśmiechając z lekko uniesioną prawą brwią.
Zatrzymuję krzesło i odwracam się na pięcie w jego stronę. Moja mina mówi wszystko - patrzę na niego spode łba z przepraszającym, niewinnym uśmiechem. Lekko przechyla głowę, tak wie o co mi chodzi. Dobrze mnie zna i wie, co chcę u powiedzieć.
- Cześć Xsavier. - odpowiadam tylko.
- Siadaj, zjedz coś. - siadam, a on obok mnie. W kuchni przy dużym oknie stoi bardzo gruby, nieregularny stół z jasnego drewna, a wokół niego takie same krzesła z wysokimi oparciami i poduszkami na siedzeniu. Reszta mebli jest na przeciwko stołu, a wszystkie identycznie wyrzeźbione, tak samo nieregularne i mosiężne.
Kroję sobie kawałek kurczaka i nakładam jakąś nieznaną mi zieloną mieszaninę liści z warzywami. Ostrożnie zaczynam jeść gorącego kurczaka, wciągając nosem jego intensywny zapach obrazujący mieszaninę przypraw. Widzę kątem oka, że Xsavier mi się przygląda.
- O co chodzi? - pytam nie przerywając jedzenia.
Kładzie łokieć na stół i opiera głowę o rękę. Nie odpowiada tylko dalej na mnie patrzy. Spoglądam na niego. Jest zmartwiony, choć chce to ukryć.
- Możesz powiedzieć. - mówię i lekko unoszę kąciki ust.
- O nic Kase, po prostu nie chcę żebyś leciała na Ziemię. Jesteś... - chce coś dodać, ale tylko spuszcza na chwilę wzrok.
- Wiesz, że to już postanowione. Nie zmienię zdania, muszę tam polecieć. - uśmiech spływa z mojej twarzy, a zastępują go spięte przygryzione usta.
- Nie próbuję cię przekonać, żebyś została i tak wiem, że mnie nie posłuchasz. Po prostu odpowiadam na twoje pytanie. - mówi to zupełnie bez wyrazu.
Nie zwracam na to uwagi.
- Nie martw się, wszystko się uda. Poradzę sobie.
- Kase nie próbuj mi wmówić, że to takie proste. Tam będzie Thor i twój maseran ci nie pomoże. Mogą cię zamknąć w Asgardzie, odebrać wolność, zabić jeśli się nie poddasz. A to wszystko z powodu Lokiego, któremu należy się pobyt w więzieniu! - przy ostatnim zdaniu widelec wypadł mi z ręki i spadł na ziemie.
Poderwałam się na równe nogi.
- Nie masz prawa tak mówić. - odparowuję ostrym tonem, ale od razu się uspokajam i siadam. Xsavier mówi dokładnie o tym samym o czym ja dziś rano myślałam, boi się tak samo, jak ja. - Przepraszam.
Przecieram dłonią czoło i zamykam na moment oczy.
- Jesteś moją jedyną rodziną, nie możesz tak po prostu polecieć na misję samobójczą. - Wypowiada te słowa drżącym głosem. Chcę go pocieszyć, ale nie mam pojęcia jak. Nie powiem mu, że zostanę, bo skłamię.
Trwamy tak w ciszy ze spuszczonymi głowami.
- Obiecuję, że to nie będzie misja samobójcza.
Odwraca głowę w moją stronę i patrzy mi w oczy, po czym powoli kiwa głową. Dobrze wie, że te słowa nic nie znaczą, ale chce w nie wierzyć tak samo jak ja.
- Kiedy zamierzasz wylecieć?
- Ty mi powiedz. - odpowiadam krótko.
- Za godzinę go aresztują, masz jakieś dwie godziny zanim przeniosą go do Asgardu.
- Dziękuję. - patrzę na niego, ale on odwraca wzrok.
Czuję ukłucie w żołądku, jeśli mi się nie uda zawiodę nie tylko siebie, ale i jego.
Godzinę później jestem już gotowa. Ubrana w czarny płaszcz z wszystkimi potrzebnymi zabezpieczeniami i bronią. Łódź już na mnie czeka. Schodzę na dół i wychodzę z domu. Włócznia na plecach mi trochę ciąży, ale niewątpliwie się przyda. Xsavier soi przy miejscu, gdzie wylądowałam. Podchodzę bliżej i zauważam, że on też jest ubrany w płaszcz.
- Lecę z tobą. - zawiadamia mnie.
- Nie ma mowy, lecę sama. - nie pozwolę na to żeby ryzykował tak samo jak ja, nie jest do tego przygotowany.
- Tak... Spodziewałem się, że to powiesz. Pozwól mi chociaż polecieć z tobą do Bram. - wyczekuję mojej odpowiedzi. Zastanawiam się chwilę, czy nie chce mnie jakoś zwieść, ale chyba chce po prostu dotrzymać mi towarzystwa tak długo jak może.
- Dobrze.
Wsiadamy do łodzi i już zaraz wzbijamy się w górę. Pozwoliłam kierować Xsavierowi, bo on lepiej zna tę drogę. Lecimy nisko nad lasem, a z minuty na minutę wzbijamy się wyżej. Aż w końcu wbijamy się w tunel i przenosimy się z prędkością światła w stronę Bram. Xsavier jest bardzo dobrym pilotem nawet raz nie uderzył w ścianę tunelu i już po chwili jesteśmy na miejscu.
Bramy to miejsce, gdzie rozchodzi się tunel świetlny główny na trzy pośrednie; na Ziemię, Orille i Idę. Składa się z trzech jaśniejących białych bram złączonych ścianami. Środek wszystkich bram wypełnia dziwna energia, która daje złudzenie pustej przestrzeni, ale w rzeczywistości kiedy w się jej dotknie dosłownie się znika i telrportuje na daną planetę. Byłam już tu, ale tylko raz, kiedy uciekałam z Jotunheimu. To było wieki temu.
- Możesz jeszcze wrócić. - wyrywa mnie z zamyślenia.
- Nie. Lecę na Ziemię. - podchodzę do niego i go przytulam. - Wrócę, obiecuję. Tylko na mnie czekaj.
Przyciska mnie mocniej i kładzie rękę na włosach. Kilka sekund później mnie puszcza i patrzy głęboko w oczy, a ich zazwyczaj złocisty kolor jest teraz tak blady, że przypomina bardziej matową żółć.
- Wierzę w ciebie. Do zobaczenia. - obraca się, a ja robię to samo i podchodzę do środkowej bramy, bramy na Ziemię.
Bardzo wciągające opowiadanie, piszesz zwięźle i na temat to mi się podoba. Koniec tego rozdziału był najlepszy :D
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej i życzę weny.
Witaj.
OdpowiedzUsuńNa dobry wieczór - krótkooo :(
Wciągnęłam się, a tu tylko tyle :) Domyślam się, że w następnym rozdziale pojawi się scena z Twojego ask'a. Bardzo fajnie, czekam :)
Weny!
@NataliaTrzcianka
Próbuję pisać więcej, ale nie chcę zawierać zbyt dużo w jednym rozdziale. Z jednej strony chcę żeby zajmowało to więcej czasu czytelnikowi, żeby był zadowolony, ale z drugiej chciałabym żeby czytelnik po przeczytaniu był ciekawy tego co będzie dalej, a nie do końca syty. Jest jeszcze kwestia tego, że niektóre sceny byłyby zbyt dużym przeskokiem dlatego żeby nie rozwlekać każdej sekundy przeżytej przez Kase kończę rozdział i zaczynam następny np. następnego dnia lub po jakimś czasie.
OdpowiedzUsuńPS Wczoraj przeczytałam wszystkie moje rozdziały od początku i zauważyłam parę powtórzeń, nieskładnych zdań i tym podobnych, dlatego bardzo przepraszam, postaram się to poprawić, a wszystkie te błędy były nieświadome. Po prostu czasami nie mam czasu przeczytać tego jeszcze raz, a z tego wynika chaotyzm moich tekstów, za co najmocniej przepraszam.
I oczywiście dziękuję za każdy komentarz!
Dobry wieczór po raz czwarty :*
OdpowiedzUsuńOkay... chyba przepracowałam mózg, więc na dziś to (chyba) ostatni komentarz :3
Piszesz ciekawie. Pod moim kocykiem drżę z niecierpliwości przed kolejnym rozdziałem, ale zostawię sobie trochę na potem. Rozdziały są jak ferie - szybko mijają - i trzeba je rozwlekać (jest takie słowo?) oraz zapamiętywać każdy szczegół, ciesząc się nim.
Wynalazłam kilka błędów, ale Czasy chyba odpuściły :)
Olga Z.
Oczywiście zapraszam do dalszej lektury, a za wszelki błąd przepraszam. Niestety ortografia i pisanie nie idą u mnie jedną drogą. Ortografia idzie mi zdecydowanie gorzej, aczkolwiek postaram się unikać niepoprawności.
OdpowiedzUsuńChciałabym zaznaczyć jeszcze, że mam ogromny problem z "bym", nigdy nie wiem, kiedy mam użyć spacji, a kiedy nie, podobnie z przecinkami wydaje mi się, że albo jest ich za mało albo wszędzie się panoszą.