poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział VI

Obudziłam się w lesie podparta na pniu jednego z drzew o grubym, szorstkim pniu. Cała głowa pulsuje mi nieprzyjemnym bólem. Rozglądam się; jest już ciemno, ale obok mnie płonie ognisko, a dalej pod drzewem tuż naprzeciwko mnie siedzi Loki. Czuję spokój, udało mi się, kręcę głową z niedowierzaniem. Wpatruje się we mnie podejrzliwym  wzrokiem, jakby analizując wszystko co się stało, ale niczego nie może wyczytać z mojej twarzy. Zachowuję spokój, doskonale wiem, że mi nie ufa, ale byłam na to przygotowana.
- Po co tam przyleciałaś? - to pierwszy element układanki, którego nie może dopasować.
- Zamierzałam nie dopuścić do twojego aresztowania. - odpowiadam gładko. - To chyba logiczne.
Nie spuszcza ze mnie wzroku, nie jest mi wdzięczny, ani zdziwiony, to by było nie w jego stylu. Zachowuje pełną powagę, chce się dowiedzieć, jak najwięcej, żeby wiedzieć na czym stoi, ale nie zyska tych inf.tak szybko.
- Dlaczego? Jaki miałaś w tym cel? - utrzymuje  kamienną twarz, ale teraz lekko zmrużył oczy.
Z moich odpowiedzi trudno mu cokolwiek wywnioskować, a zdradza go tak bardzo ludzki nawyk - przygryza górną wargę.
Patrzę na niego z taką samą miną, tyle że z kpiącym  uśmiechem na twarzy.
Nasze spojrzenia twardo ze sobą rywalizują, nikt z nas nie chce pokazać uległości; ale po co walczyć? Nie ma w tym żadnego sensu; odwracam wzrok, ale to nie daje mu upragnionej wygranej, nadal nie może rozgryźć mojego planu działania i to właśnie jest moim celem. Powiem mu wszystko w odpowiednim momencie.
Spuszcza ze mnie wzrok i parska krótkim śmiechem.
- Muszę powiedzieć, że... - zaczyna z lekko uniesionym kącikiem ust.
- Że? - wcinam.
- Zaintrygowałaś mnie. - przechyla głowę.
Nie pozwolę mu się tak łatwo zwieść, czuję przebiegłość w każdym jego słowie. Muszę mieć się na baczności, Loki potrafi z nieskazitelną perfekcją manipulować ludźmi. Istotnie to właśnie przed tym ostrzegał mnie Xsavier.
- Jesteś Kase, prawda?
W pierwszej chwili nie wiem, co powiedzieć, ale dosłownie wciągu sekundy dociera do mnie, że w trakcie walki z Thorem padło moje imię. Ukrywam krótkie zdziwienie i odpowiadam.
- Tak, Loki.
- Mogę cię o coś zapytać? - przybiera inną taktykę, zbyt dobrze go znam żeby się na nią nabrać, ale postanawiam nie wyprowadzać go z błędu. Nie odpowiadam. - Skąd Thor znał twoje imię?
- Powiedzmy, że mieliśmy okazję się poznać. - uśmiecham się.
Unosi brwi, najwidoczniej zmieszała go ta odpowiedź. Był z bratem praktycznie od urodzenia - o ile Thora można w ogóle nazwać jego bratem - zawsze towarzyszyli sobie nawzajem. Zastanawia się prawdopodobnie kiedy miałam sposobność się z nim spotkać.
- Rozumiem. - nie może rozumieć czegoś o czym nie ma pojęcia.
Niesamowity talent do zatajania prawdy.
- Co zamierzasz? - pyta po dłuższym milczeniu.
- Zniknąć i nadrobić zaległości. - odpowiadam bez zastanowienia. - A ty razem ze mną.
- Nie zamierzam tu zostać. - prycha.
- Jak na razie i tak nie możesz się stąd ruszyć. Teleportowałeś się ze mną dzięki energii kamienia, teraz wszystkie tunele czasoprzestrzenne są chwilowo zablokowane dla nas dwojga, a później będziesz poszukiwany, ja zresztą też. Znam parę miejsc, w których nie znajdą nas przez jakiś czas. No chyba, że wolisz zostać złapany przez władzę Asgardu. - wypełnia mnie uczucie satysfakcji.
- Po co to robisz?
- Dowiesz się wkrótce. - opieram głowę o pień i zamykam oczy. - Wiedz, że nie zabiję cię podczas snu. - śmieję się krótko.
Nie boję się, że Loki spróbuje odebrać mi życie czy uciec, jest zbyt ciekawski. Zawsze chce osiągać swój cel, choć zwykle sporo na tym traci. Upór to nasza wspólna cecha, aczkolwiek objawia się inaczej.
Powoli upływa ze mnie świadomość i zasypiam.

Budzą mnie promienie słońca połyskujące na mojej twarzy. Rozwieram powieki i razi mnie światło. Przysłaniam oczy wierzchem dłoni. Obok mnie widać już wypalone wczorajsze ognisko. W miejscu, gdzie płonęło została czarna zwęglona ziemia pokryta popiołem.
Dzisiaj musimy znaleźć miejsce, gdzie możemy zatrzymać się na dłużej, ale najpierw powinnam zawiadomić Xsaviera o tym, że... żyję. To słowo teraz naprawdę do mnie dociera, pokazuje jak wielkie było ryzyko i ile mogłam zaprzepaścić. Wcześniej zdawałam sobie z tego sprawę, przygotowywałam się na to, co może mnie spotkać, ale ogrom całej sytuacji dostrzegam dopiero dzisiaj. Teraz to rozumiem, ryzykowałam życie i prawie je straciłam, mimo przygotowań. Jestem tu tylko dzięki niemu - dzięki Lokiemu. Nigdy bym się tego po nim nie spodziewała.
Szukam go wzrokiem; stoi plecami do mnie, odwrócony w stronę serca lasu.
Robi wrażenie spokojnego, zmęczonego biegiem wydarzeń ostatniego dnia.
Po cichu wstaję z ziemi i bezszelestnie ruszam w jego stronę. Staję niecały metr od niego, nadal niezauważona.
- Dziś ruszamy. - zaczynam.
Drgnął, ale się nie obrócił.
- Gdzie?
- Na Peaces. Muszę porozmawiać z moim... informatorem.
"Informator" powtarzam w myślach. Xsavier, któremu zawdzięczam tak wiele, który pomaga mi mimo swojego sprzeciwu, bez względu na wszystko zawsze mi towarzyszy, przyjaciel... opiekun - Informator. To jedno słowo mówi mało, a jednocześnie tak dużo. Lepiej jednak nie uświadamiać Lokiego kim on jest od razu.
Przytakuje głową i odwraca się w moją stronę.
- Kiedy zmierzasz ruszyć?
- Teraz. - wyjmuję zielony kamień z kieszeni płaszcza i przedstawiam Lokiemu na otwartej dłoni.
Patrzy na mnie i sztywno przykłada rękę do mojej. Zielone światło całkowicie nas wypełnia, jest wszędzie gdzie byśmy nie spojrzeli. Odrywa nas od ziemi i zabiera w stronę celu tworząc tunel z jaskrawych smug światła.

Tunel się kończy i rozciąga się przed nami zieleń drzew Peaces, później ich konary i na końcu ziemia. Stoimy już na równych nogach w miejscu, gdzie wylądowałam ostatnim razem.
Zielona odkryta polana między drzewami sprawia, że czuję spokój. Wróciłam, jestem w domu, a raczej miejscu, które zwykłam nazywać domem choć wcale nim nie jest.
Z oddali moich uszu dochodzi dźwięk płynącej rzeki i szelest liści pośród drzew. Wszystko jest mi tak dobrze znane, a jednak cieszę się, że słyszę to ponownie zważając na to, że mogło mnie już tu nie być. Brakuje tylko...
- Kase! - woła z ulgą.
"powitania Xsaviera" kończę w myślach.
Podchodzi do nas powoli, ale nawet nie patrzy na mojego towarzysza. Kładzie mi rękę na ramieniu, a ja robię to samo. Napotykam jego pełne radości spojrzenie, mimo, że wcale się nie uśmiecha. Przymykam powieki i czuję jak ulatnia się ze mnie ciężar. Spuszczam rękę i zbliżam się do Lokiego, który nie stara się ukryć znużenia.
- To jest Xsavier mój Informator. - rzucam.
Uchyla lekko głowę na powitanie. Ma twarz zupełnie bez wyrazu. Patrzą na siebie, ale Xsavier nie ma zamiaru się przywitać. Jego spojrzenie jest oschłe, pełne negatywnego nastawienia. Ciszę przerywa Loki.
- Zrobiłem coś nie tak? - irytuje się Loki.
Xsavier odwraca wzrok i przełyka ciężko ślinę.
- Nie, zapraszam do środka. - lekko unosi kąciki ust i wydaje z siebie dźwięk, który chyba miał być śmiechem. Prowadzi nas w stronę domu.

Jesteśmy w kuchni, gdzie opowiadam Xsavierowi o tym, co zdarzyło się na Ziemi, mówię o tym jak Loki mi pomógł, ale się w to nie zagłębiam. Ani ja, ani on nie zgrywaliśmy bohatera. Loki działał, bo chciał być wolny, a został, bo chce się dowiedzieć jaki miałam w tym wszystkim cel. Ja za to chciałam i nadal chcę żeby  poznał prawdę i już niedługo, to nastąpi. Już niedługo... I znów te dwie cechy: upór i ciekawość. Wszystko się na nich opiera.
Następnie przedstawiam mu mój plan działania.
- Zamierzam przez jakiś czas zaszyć się w miejscach po za zasięgiem Asgardczyków. Mam na myśli Biały Dwór lub Ire. - dwa miejsca, gdzie na pewno nie będą mnie szukać. - Masz jakieś sugestie?
Loki opiera się o ścianę koło stołu na przeciwko mnie, natomiast Xsavier siedzi na stole, jak najdalej od niego.
- Nie możecie lecieć na Ire, niedawno została włączona do naszej Galaktyki, każdy już wie o jej istnieniu. Jeśli chodzi o Biały Dwór.. dobry pomysł, ale na dłuższą metę nie dacie rady, to często uczęszczany szlak handlowy wyrzutków. Jestem pewien, że jeden z nich na pewno pokusi się na nagrodę za wydanie was w ręce Asgardu; w końcu jesteście poszukiwani. - chwilę milczy, po czym dodaje.- Ziemia drży zestrachu po bitwie w Nowym Jorku, a Asgardczycy przeszukują kosmos, żeby ją chronić. Więc...
- Najlepiej ukryć się na Ziemi, bo tam się nas nie spodziewają i w najbliższym czasie na pewno będą jej unikać, też o tym myślałam. Ale co z Heimdallem?
- Heimdall nie może patrzeć wszędzie cały czas - oświadcza Loki - słóży królowi, co oznacza, że ma pewne obowiązki. Będzie przeszukiwać wszystkie otwierane portale i przejścia, natomiast planet pilnują żołnierze. Zostają jeszcze te szlaki, których nie widzi. Taki jak ten, którym Kase przybyła na Ziemię. Co do miejsca - waha się chwilę - Mogę sprawić, że jakiś obszar zniknie dla niego na jakiś czas, już to kiedyś robiłem.
"Sprawić, że jakiś obszar zniknie", "już to kiedyś robiłem", wykorzystuje do tego swoją moc, to pewne, ale jak? Jak się tego nauczył, kiedy?
Myślę o jego wygnaniu, ale uświadamiam sobie, że to było wcześniej. Koronacja Thora i wizyta na Jotunheimie - dopuścił się zdrady wobec króla, brata i całej planety. Jego kontrola nad energią jest znacznie większa od mojej. Ja uczyłam się jej sama, za to Loki był kierowany przez matkę z równie potężną mocą.
Xsavier i Loki wdali się w krótką rozmowę o dokładnych szczegółach transportu i pobytu na planecie.
- Ostatecznie możecie wykorzystać jeszcze te miejsca. - wyciąga rękę i podaje mi karteczkę na, której wypisane są różne miejsca i planety na, których się znajdują.
Większość z nich znam, ale są też takie o, których nigdy wcześniej nie słyszałam. Zauważam, że jest jedno miejsce na Ziemi - Hacook, zachodnia Francja. Nie mam pojęcia, gdzie to jest. Odczytuję nazwę jeszcze raz, ale na głos. I patrzę wyczekująco na Xsaviera.
- Mieszkał tam jeden z moich starych przyjaciół, był poszukiwany, ale złapali go w trakcie kolejnego przemytu międzygalaktycznego. Wcześniej zamieszkiwał Ziemię, a tam był bezpieczny. Wy też będziecie. - wyjaśnia krótko.
- Zatem to nasz następny cel - Ziemia. Wygląda na to, że wracamy. - rzucam w stronę Lokiego.
Wędruje wzrokiem w moją stronę, mruży oczy, jak zwykle kiedy się nad czymś zastanawia.
- Oczywiście. - mówi unosząc jeden kącik ust.

Resztę dnia spędzamy na dogłębnym planowaniu i studiowaniu map oraz portali. Wszystko to mnie wykończyło: teleportacja, rozmowa z Xsavierem i planowanie.
Teraz późnym wieczorem nareszcie mogę odsapnąć. Loki cały czas trzymał się na uboczu. Najwyraźniej zdał się na nas. Podchodzę do niego, kiedy Xsavier idzie po następną mapę do góry. Siedzi na sofie w salonie.
Ma usta wykrzywione w grymasie i posępne spojrzenie.
- Loki.
- Kase. - podnosi głowę.
- Co o tym wszystkim sadzisz?
- Plan jest dobry. Żadnego z przejść nikt nie używa, a miejsce pobytu jest ukryte, aczkolwiek ja zapewnie dodatkową ochronę. - milknie. - Zastanawia mnie tylko, jak długo zamierzasz się ukrywać.
- Nie długo, mam w planach jeszcze parę innych rzeczy nie cierpiących zwłoki. - zapewniam.
Po schodach schodzi Xsavier i, jak zwykle opiera się o framugę drzwi w salonie.
- Musicie zmienić ubranie żeby nie budzić podejrzeń. U góry w pokoju macie uszykowane rzeczy. - informuje. -  Idźcie się przebrać.
Wstaję i posłusznie kieruję się w stronę schodów.
- A właśnie! Ty, Kase możesz zostawić płaszcz, stwierdziłem, że wygląda całkiem normalnie.
Cieszę się, że mogę go zachować, na pewno jeszcze nie raz będę zmuszona go użyć. Zza pleców dochodzi mnie stanowczy głos Lokiego.
- Nie polecę na Ziemię bez uzbrojenia, to szaleństwo.
- Nie możesz zwracać na siebie uwagi, a w tym stroju nie jest to takie łatwe. - Xsavier zawsze ubiera się w Ziemskie ubrania, uważa, że są najbardziej poręczne i wygodne. Też tak sądzę, ale żyjąc na Asgardzie musiałam wyglądać, jak reszta mieszkańców. Mogłam wybrać: albo nosić ciężkom zbroję i kryć się pod kapturem albo stroić się w długie kwieciste suknie do kostek i chodzić swobodnie pośród ludzi. No cóż wybrałam zbroję, sukienki to na pewno nie moja bajka. Od zawsze musiałam się ukrywać, a suknie na pewno by mi w tym nie pomogły mimo iż wyglądałabym, jak inni.
- Lecę w zbroi, jeśli nic się nie wydarzy zdejmę ją na miejscu. Ubranie ubiore pod spód. - oznajmia i rusza za mną. Wchodzę do mojego pokoju, gdzie jeszcze niedawno spałam denerwując się, czy jutro zdołam przeżyć. Niewiarygodne jak szybko to wszystko się potoczyło.
- Następne drzwi po prawej. - instruuję Lokiego.
Bez słowa wchodzi do pokoju obok.
Zamykam za sobą drzwi i ubieram się w lekkie, czarne, długie spodnie i czarną przyległą koszulkę. Na to zakładam płaszcz, który zakrywa mnie od pasa w górę. Podchodzę do lustra na ścianie. Wyglądam jak typowy mieszkaniec Ziemi. Ciemne, prawie czarne włosy opadają mi falami na ramiona, długi płaszcz z maseranu rzeczywiście wygląda bardzo naturalnie.
Ciemno fioletowe sińce pod oczami zdradzają moje zmęczenie, a zwykle wyraźna zieleń moich tęczówek teraz przypomina wytartą, starą trawę. Przecieram twarz dłońmi i schodzę na dół, gdzie czeka już na mnie Loki i Xsavier. Stoją przy wejściu do kuchni i o czymś dyskutują, ale przerywają, kiedy zatrzymuję się u dołu schodów.
- Gotowa? - pyta Xsavier.
- Tak, możemy lecieć. - wszystko będzie dobrze.
Wszyscy kierujemy się w stronę wyjścia. Idę powoli i za Lokim.
Nagle zatrzymuje mnie ręka Xsaviera, odwracam się do niego.
- Uważaj na siebie i pamiętaj nie ufaj mu zanadto, Kase. - ostrzega ściszonym głosem.
Irytuje mnie jego podejście i ciągłe uwagi, wiem, że dam sobie radę. Nie jestem głupia, potrafię sama o siebie zadbać. Boli mnie to, że cały czas sprawia wrażenie jakby nie wierzył, że mi się uda.
- Wiem, nie musisz mi w kółko tego powtarzać. - odarowuję.
Wyrywam ramię z jago uścisku i chcę iść dalej, ale szarpie mnie za rękę. Jego twarz jest zaledwie parę centymetrów od mojej, wyczuwam jego świeży zapach, zapach lasu. Patrzy mi w oczy ze ściągniętymi brwiami.
Kiedy patrzy tak na mnie z furią nie widzę w nim nawet cienia łagodności, która zawsze maluje się na jego twarzy. Wydaje sie być kimś zupełnie innym; jest wściekły, stanowczy, a jego oczy płoną złotym, migoczącym ogniem. Nie ważę się nawet drgnąć.
- Masz nie zbliżać się do Jotuheimu, zrozumiano? - mówi przez zęby.
Przygryzam policzek od środka i kiwam delikatnie głową. Stać mnie tylko na to.
Zwracamy się z powrotem w stronę Lokiego i uświadamiam sobie, że jestem wyprostowana, jak struna. Od razu nabieram pewniejszego kroku i rozluźniam plecy.
Kiedy wychodzimy już spod zadaszonego ganku domu, ponownie wyciągam kamień i kładę go na dłoni.
Równie dobrze mogłabym przynieść nas obojga przy użyciu energii, podobnie, jak Loki, ale z jakiegoś powodu nie chcę mu jej ujawniać. Będzie ku temu lepsza sposobność, już niebawem.
Przykłada dłoń do mojej, a kamień otwiera nam tunel na Ziemię.


1 komentarz:

  1. Dzień dobry, już jestem.
    Chciałam się zabrać za rozdział wczoraj, ale WI-FI postanowiło oszaleć.
    Rozdział świetny, wszystko fajnie opisane.
    Chwilami wydawało mi się, że jest tam za dużo przecinków (jakoś nigdy nie jestem pewna co do przecinków).
    Gdzieś tam błysnął mi błąd, "słóży", ale ogólnie jest naprawdę bardzo dobrze.
    Jest Loki, są tajemnice, jest akcja - czyli wszystko pięknie.
    Weny,
    @NataliaTrzcianka

    OdpowiedzUsuń